Zamknij komunikat |X|

Informacja: Strona Domu Reklekcyjnego Emaus, podobnie jak większość stron internetowych wykorzystuje pliki cookies. Nie zawierają one żadnych danych osobowych - więcej na ten temat >>
Dom Rekolekcyjny Emaus - strona główna
Baner
  • Powitanie
  • Dom
    • Historia
    • Diakonia domu
    • Zdjecia domu
  • Informacje dla gości
  • Cennik
  • Kontakt
  • Dojazd

Świadectwa





Wprowadź datę rozpoczęcia rekolekcji (orientacyjnie):

  

2009-01-30

Sławomir i Małgorzata Tomczak 2009-01-30

Od 14 lat jesteśmy małżeństwem. Od początku ślubu chodziliśmy do Kościoła. Dziś wiemy, że Bóg był obecny w naszym życiu, ale nie działał, bo to my działaliśmy po swojemu,

(Żona)
Całkiem nieświadomie zaczęłam wpuszczać wiele zła. Jako osoba lękowa i z bardzo niskim poczuciem własnej wartości szukałam relaksu, dowartościowania. Początkiem była akupresura, metody BSM, później doszło tai chi – około 3 lat. nie wyobrażałam sobie dnia bez nie wykonanego ćwiczenia). Zrozumiałam, że jest to złe, po rozpoczęciu studiów teologicznych. Na pierwszym roku zerwałam z tym i wyznałam to na Sakramencie Pokuty.
Wśród wielu innych zagrożeń, które się pojawiały całkiem nieświadomie wpuszczaliśmy do domu działanie złego w kierunku naszych dzieci (Witch, Harry Poter), które stawały się bardziej nerwowe i lękliwe.
REKOLEKCJE W KONIAKOWIE TO CUD, DAR, ŁASKA, JAKĄ OTRZYMALIŚMY.
Dziś patrzymy na życie na nowo. Dostaliśmy nowe życie, ja odzyskałam męża, odzyskałam małżeństwo.
TO WSZYSTKO ZAWDZIĘCZAMY JEZUSOWI. On nas dotknął, objął miłością, upomniał się o nas - o swoje dzieci, ON uzdrowił nas – Jemu niech będzie chwała.

Co się dokonało w Domu Emaus w Koniakowie?
(Mąż) Mam na imię Sławek, 37 lat, dwójka dzieci 10 i 12 lat. Przyjechałem na rekolekcje na prośbę żony. Wychowany byłem w przekonaniu, że relacja Ja-Bóg, to cisza i indywidualny kontakt z Bogiem. Poznanie Boga - wszystko na rozum. Na ludzi z oazy, Odnowy w Duchu Św. wygadywałem rzeczy, których sobie nie wyobrażacie. Popadłem w pracę. Pracowałem na dwa etaty. Byłem w domu 6 godz. 2 godziny dla rodziny, 4 snu i do pracy biegiem z jednej do drugiej. Szybko, szybko, przebrać się, zdążyć, pędzić, itd. Moje serce umarło. Nic nie czułem. Stawałem się jak robot, który musi zarobić pieniądze i utrzymać rodzinę, nie żyłem, tylko w kółko pędziłem.

(Żona) Ja miałam tego wszystkiego dość. Pewnego razu poszłam sama na modlitwę o uzdrowienie – kapłan przechodził między ludźmi z Najświętszym Sakramentem i błogosławił. Kiedy zatrzymał się tuż obok mnie do ust cisnęły mi się słowa: Panie mój mąż”, a oczy same płakały.

(Mąż) Największym takim owocem jest przyjazd na te rekolekcje.

(Żona) W tych rekolekcjach widziałam szansę, że spotka innych ludzi, inne małżeństwa, które żyją normalnie, które żyją wiarą, że ich świadectwo pomoże mu podjąć decyzje, co jest najważniejsze, że zwolni tempo.

(Mąż) Co się wydarzyło w kaplicy podczas modlitwy z grupą z Koniakowa?

Stałem i wołałem w sobie słowami z Pisma Świętego:
„Jezusie, Synu Dawida ulituj się nade mną” .
Modliłem się w duszy, powtarzając to na przemian.
Wołałem: „Panie przyjdź, zobacz” - moje serce jest w grobie . Nic nie czuje.
Te słowa były dzień wcześniej rozważane na namiocie spotkania, kiedy to niewiasty wołały Pana do grobu Łazarza. Gdy nie wiedziałem co mówić, gdy wołanie słabło, słyszałem radę Ojca Rafała, który przygotowując nas do takiej modlitwy proponował, byśmy powtarzali Alleluja. Dlatego też wołałem na przemian : Alleluja, Alleluja, Wielbię Cię, Wielbię, Wielbię. „Jezusie, Synu Dawida ulituj się nade mną” . „Panie przyjdź, zobacz” - moje serce jest w grobie . Chce je poczuć. Wołałem – błagałem w rozpaczy !!!

Grupa modliła się dalej głośno, ja w ciszy. Usłyszałem coś o mężczyźnie rzucającym palenie. Stałem i wołałem w myślach: ”Jezusie, Synu Dawida ulituj się nade mną. Wyrwij moje serce z grobu. Nie czuję go, jest martwe”. Z zewnątrz byłem spokojny i zaczęło się.
Prawą stronę mojego ciała z góry na dół od stóp do głowy przeszła energia, jakiej nie znałem, połowa ciała „drżała”, pulsowała, nie znajduję na to słów. Po kilku chwilach cała moc z prawej strony zaczęła wlewać się do serca. Nie jestem kardiologiem, ale można by to porównać to stanu pod zawałowego, serce stało się tak gorące, że pod całą ręką czułem żar, czułem serce do granicy bólu. W sercu poczułem dziurę - przez którą wlewa się siła.
Żar serca ustał po kilku godzinach, ale odczuwanie serca na granicy bólu trwało kilka dni. Z zewnątrz byłem spokojny - natomiast języka nie mogłem opanować.
Moje ciało stało na pozór spokojne, ale język sam rwał słowa: Alleluja, Alleluja, halle, halle, Halle-luja nie mogłem siebie - jego opanować. Miałem świadomość, że wielbię Pana, choć słów nie rozumiałem poza łamanym Alleluja. Dopiero jak opowiedziałem o wszystkim żonie dał mi odpocząć po 2 dniach.
Stając tak w kaplicy z rozgrzanym sercem i radością w duszy słyszałem tak jasne, ciepłe i spokojne, wręcz kojące wyraźne pytanie jakby KTOŚ je przed chwilą głośno zadał ?
CO JESZCZE MAM CI UCZYNIĆ ?
W głowie zrodziła się myśl o swędzących plecach i bąblach które mi się robią jak zacznie mnie żona drapać, ale odpowiedziałem Nie, nie zabieraj mi tego. To jest jeden z nielicznych w ostatnich czasach przejawów naszej czułości. (Żona nadal mnie drapie)
Serce i dusze przepełniała taka radość, że wołałem jak małe dziecko: nie, nie chce już nic, nie chce nic.
Mimo tego co mnie spotkało nie potrafiłem do końca rekolekcji podnieść rąk do uwielbienia Pana, nigdy z serca tego nie mogłem uczynić, myślałem, że mam „inną duchowość – tak nie potrafię, ale ręce miałem jak z „ołowiu” - ale i to zmienił Pan.

Dziś wiem, czuje to, że Jezusa dał mi się poczuć. Zaczął przemieniać moje serce bym Go mógł poczuć. Dostałem nowe życie Dziecka Bożego..

(Żona) O całym przeżyciu mojego męża dowiedziałam się dopiero na drugi dzień. Podczas modlitwy mąż rzeczywiście na zewnątrz był bardzo spokojny. Stałam obok niego i modliłam się głównie za Niego. Dzień wcześniej – podczas namiotu spotkania płakałam. Ten sam fragment dotknął nas obydwoje. Ja postawiłam się na miejscu Marii i prosiłam Pana, żeby zobaczył moje łzy i wzruszył się. Wołałam: „Panie, przyjdź zobacz moje małżeństwo, jak wygląda. Modliłam się, by pomógł mojemu mężowi, by dotarł do jego serca, przebił się przez jego ograniczenia czysto ludzkie, myślowe. Każdego dnia rekolekcji pojawiały się słowa, zdania, które napełniały wiarą, podnosiły na duchu. Nie zapomnę słów Ojca Rafała, który powiedział: „Skoro tu jesteście, to Pan Jezus nie chce, żebyście wracali do tego samego miejsca”. Wówczas uwierzyłam, że wszystko jest możliwe.
Szczególnie mocno prosiłam podczas modlitwy o uzdrowienie. Stałam obok męża i nagle poczułam potrzebę wzięcia go pod rękę i położenia głowy na jego ramieniu. Za chwilę usłyszałam jak kobieta wypowiada słowa, że Pan Jezus pragnie wziąć za rękę mężczyznę i chce go poprowadzić, pragnie wlać w jego serce dużo miłości i ogrzać. Słowa te napełniły mnie ogromną radością, modliłam się w duchu: „Panie, żeby to był mój mąż, proszę przyjdź do Niego”. Spojrzałam na jego serce i zauważyłam przez sweter, że bije, unosi się, ale nadal nie byłam przekonana, czy to na pewno był mój mąż. Do myślenia dała mi odpowiedź męża. Gdy szłam na modlitwę wstawienniczą, zapytałam męża, czy idzie. Odpowiedział mi, że już nie musi.
Udałam się do pokoju, gdzie małżeństwo modliło się nade mną. Chciałam zamknąć pewien okres mojego życia i wybaczyć sobie, pozbyć się lęków. Chciałam również coś powiedzieć o moim małżeństwie, mężu, ale nagle nie czułam takiej potrzeby. Wyszłam trochę niespokojna, że nie powiedziałam o tym z czym tu przyjechałam, a wróciłam do dzieciństwa i domu rodzinnego. Dziś już wiem dlaczego. Następnego dnia rano zapytałam męża czy to był on tym mężczyzną, wyczułam, że nie wie o co pytam lub nie chce powiedzieć, ponieważ on nie słyszał wypowiadanych słów w kaplicy. Gdy powiedziałam mu jak brzmiały wypowiadane słowa, popatrzył na mnie i zaczął ze łzami w oczach wszystko opowiadać. Poczułam ulgę, wielką radość i wdzięczność do Jezusa – uwolnił mojego męża.

(Mąż) Następną noc przegadaliśmy do 3 rano. Bardzo mocno czuliśmy przy sobie obecność Jezusa. Był z nami tak jak pierwszy raz poczułem go na modlitwie o uzdrowienie w Płocku. Tak osobowo obecnego jak słyszałem Jego pytanie w kaplicy. Mówił do nas przez siebie. Czuliśmy go osobowo. Od tamtej chwili zacząłem się modlić chwaląc Boga, wszelkie własne myśli oddawałem Bogu, prosiłem by zabrał, lęki, niepokoje, złe myśli: „Zabierz, zabierz wszystko Panie.
Nie zastanawiając się nad tym, nie dobierając w myślach słów, potrafiłem przez kilka minut mówić ciągiem głośno słowa błogosławiąc Boga, ludzi, życie, chwile, wszystko co mnie dotykało. Błogosławiłem wszystko i wszystkich w prostej relacji Ja-ON.

Następnego dnia dotarło do mnie co to jest Sakramentalność Małżeństwa.
Dziś Bóg nam błogosławi, abyśmy małżeństwo odkrywali każdego dnia jako sakrament.

Następnego dnia podczas Mszy Św. nie mam świadomości kiedy to się zaczęło, ale myślę, że chyba po Komunii doświadczyłem czegoś czego nie rozumiem. Myślę, że może „zasnąłem”, ale wiem, że nie było mnie w kaplicy. Mój duch, ja cały, moje oczy widziały jak leciałem nad górami, z góry ku dołowi, znowu w górę kilkanaście metrów nad ziemią, czułem powietrze, wilgoć, moc powietrza w płucach, spokój, radość, zachwyt nad stworzeniem. Ocknąłem się, gdy klęczałem w kaplicy – chyba na dziękczynieniu – nie pamiętam.

Cuda zaczęły się po powrocie. Zrezygnowałem z jednego etatu. Wróciłem do żony i dzieci. Myślałem, że wiem co to jest Prawdziwa Miłość. Za swoją żoną siedziałem w ławce od szkoły podstawowej, 8 lat narzeczeństwa, 14 lat w szczęściu małżeńskim (tak nam się wydawało), a tu otrzymaliśmy nowe życie. Bóg dał nam tyle, czego sobie nawet nie wyobrażaliśmy, że możemy prosić. Reszta wykonała się po rekolekcjach.
Pojechałem porozmawiać z bratem, że nie będę już u niego pracować.
Sądziłem, że poczuję ulgę. Poprosiłem go na dwór kłamiąc, że niby coś się popsuło przy samochodzie. Wcześniej prosiłem Ducha Św. co mam mówić, sam nic nie chciałem układać. W tym czasie żona jak powiedziała mi później modliła się za mnie – choć kłamstwo o samochodzie bardzo zaczęto mi ciążyć.
Powiedziałem mu, że dla dobra rodziny nie będę jeździł i żeby znalazł kogoś na moje miejsce. Jego twarz była spokojna i zadziwiona jak nigdy, nie rozumiał tego, ale odparł, że jeżeli dla rodziny to mnie rozumie.
Wracaliśmy do Płocka. Wcale nie czułem ulgi.
Było mi bardzo ciężko, różne myśli dopadały mnie, starałem je odrzucić – nie udawało się. Jadę 40/50 km/h, z tyłu dwójka dzieci słuchała muzyki, żona obok,
Nagle wpadłem w przerażenie, w czarną nicość, ciemne pomieszczenie bez ścian. Zawołałem do żony módl się ze mną !!! To była rozpacz.
Zacząłem mówić: „Jego tu nie ma”, „Jestem sam”,
Wołałem: pomóż mi, powtarzałem to.
Żona patrzyła na mnie i widziałem, że nie może mnie poznać. Myślała, że mam zawał. W tej strasznej, nie wyobrażalnej pustce, jakiej doświadczyłem byłem przerażony.
Usłyszałem słowa żony: „Jezus jest zawsze z nami, choć nie zawsze Go czujemy.
On też miał trudne chwile, gdy był sam w Ogrójcu.
Na krzyżu, wołał: ”Boże mój, Boże czemuś mnie opuścił”.
Gdy to usłyszałem przez myśl przeszły mi słowa:
„Jezusie, Synu Dawida ulituj się nade mną”.
Chciałem zacząć to powtarzać w myślach, głośno, chciałem powiedzieć, ale nie mogłem, tak jak na początku świadectwa na rekolekcjach, tak bardzo pragnąłem, ale nie mogłem. W tym czasie jak się później dowiedziałem żona zaczęła odmawiać modlitwę do Świętego Michała Archanioła .
Tak mnie skręciło na twarzy i na szyi, że nie mogłem wydobyć słowa, czułem, że wszystko ze mnie wychodzi do gardła, wykręciło mi szyję i dwukrotnie rzuciło jakbym wymiotował wielkim zwałem powietrza.
Łzy stanęły mi w oczach, popłynęły po policzkach, po wypowiedzianych słowach w myślach: „”Jezusie, Synu Dawida ulituj się nade mną” wyszeptałem do przerażonej żony już dobrze. On tu jest. Serce zabolało jak po modlitwie w kaplicy.
Zapytałem czy chce wiedzieć jak miał na imię. Powiedziałem głośno, ale dziś nie potrafię powtórzyć. Było tak jak łamane słowo od miliona czy coś tak brzmiącego.
W tej samej chwili powrócił spokój i ukojenie. Radość i bliskość Jezusa.
Czułem GO osobowo, że z tyłu między naszymi dziećmi, siedzi wyjątkowy Pasażer.
Wróciliśmy do domu. Moje ręce są lekkie. Jak dziecko, co chwila podnosiłem dłonie i sprawdzałem czy działają, czy mogę je trzymać w akcie uwielbienia. Z niedowierzaniem dziś modlę się w domu, co klika godzin jak dziecko podnosząc ręce do góry.
Czuliśmy wielką potrzebę podzielenia się z kimś o tym co nas spotkało. Jesteśmy po spotkaniu z Ojcem Duchownym Wyższego Seminarium (egzorcystą diecezjalnym), który wysłuchał naszego świadectwa i pokierował nas co możemy dalej czynić.
Mamy wielkie pragnienie bycia w małej grupie modlitewnej.
Po rekolekcjach nie robimy nic na siłę, nie chcemy realizować własnych planów.
Pragniemy pytać Go o wszystko
Czujemy, że Bóg pokieruje nas we właściwe miejsce.
Kilka dni temu pojechaliśmy na Eucharystię a okazało się, że było to spotkanie nowo zawiązanej grupy Ojca PIO. Może to będzie nasze miejsce.
Zobaczymy.
Modlimy się rodzinnie codziennie za wszystkich spotkanych ludzi na rekolekcjach.
Za dar modlitwy jakiej nauczył mnie Ojciec Rafał,
Serdecznie z łzami w oczach dziękuję za modlitwę grupie z Koniakowa – wspierajcie się nawzajem. Wasze dzieło jest piękne, ale trudne. Nie ustawajcie w modlitwie.
Na świecie jest dużo Sławków.
Jest jeszcze wiele łask, które doświadczamy każdego dnia.
– Jezus żyje Chwała Panu. ALLELUJA, ALLELUJA
Sławomir i Małgorzata Tomczak

Oglądaj nasz kanał na YouTube

W sumie odwiedzin:
Dzisiaj:

Newsletter: